Nie tylko etykieta się liczy: dlaczego czystość kreatyny stała się kluczowym tematem branży?

Kategoria: Suplementy diety
10 min. czytania

Kreatyna dawno przestała być produktem zarezerwowanym wyłącznie dla osób trenujących siłowo. Coraz częściej trafia do supermarketów, produktów wspierających zdrowe starzenie się, żywności funkcjonalnej oraz produktów wspierających terapię GLP-1. Wraz z tą zmianą rośnie znaczenie kwestii, które jeszcze niedawno interesowały głównie technologów i działy jakości: czystości surowca, stabilności w gotowym produkcie, metod analitycznych oraz wiarygodności certyfikatów analizy.

Przez trzy dekady kreatyna funkcjonowała przede wszystkim jako klasyczny suplement sportowy. Najczęściej była sprzedawana w postaci proszku, w dużych opakowaniach z miarką, w sklepach specjalistycznych i kanałach dobrze znanych świadomym konsumentom. Dziś ten obraz szybko się zmienia. Kreatynę można znaleźć nie tylko w tradycyjnych suplementach, lecz także w chłodzonych deserach, żelkach, napojach gotowych do spożycia, kapsułkach i batonach białkowych. Dane rynkowe dobrze pokazują skalę tej zmiany. Dane Google Trends wskazują, że zainteresowanie kreatyną w 2025 r. należało do najwyższych w historii pomiarów. W pierwszych siedmiu miesiącach roku liczba wyszukiwań wzrosła rok do roku o 57% [1]. Równolegle, według danych SPINS, sprzedaż produktów z kategorii performance w USA wzrosła o 71,9% w ciągu roku zakończonego w listopadzie 2025 r., po wcześniejszym wzroście o 46,5% [2].

Sygnały tej zmiany widać także w ofercie dużych producentów żywności. W październiku 2025 r. Ehrmann, jedna z największych niemieckich firm mleczarskich, wprowadził chłodzony deser czekoladowy zawierający 20 g białka i 1,5 g kreatyny w porcji [3]. To nie jest już komunikacja kierowana wyłącznie do bywalców siłowni.

Kreatyna zaczyna funkcjonować jako składnik codziennej żywności funkcjonalnej.

Według Innova Market Insights kreatyna odpowiada obecnie za około 11% wszystkich amerykańskich premier w kategorii żywienia sportowego, a udział żelek kreatynowych wzrósł z 2% w latach 2020–2021 do 17% w latach 2024–2025 [4]. Mintel i Black Swan Data wskazują ją natomiast jako jeden z kluczowych składników nadchodzącego roku. Wśród amerykańskich premier produktów z kreatyną 61% odnosi się do energii, 41% do masy mięśniowej i rozwoju mięśni, a 36% do potencjalnych korzyści dla mózgu lub układu nerwowego [5]. Im szerzej kreatyna wychodzi poza niszę sportową, tym większe znaczenie mają pytania o jej jakość. Skąd pochodzi surowiec? Jak został oczyszczony? Czy zachowuje stabilność w danej matrycy produktu? Czy deklarowaną zawartość można potwierdzić dla każdej partii? Jeszcze kilka lat temu były to pytania zadawane głównie przez specjalistów. Dziś stają się jednym z warunków dalszego rozwoju całej kategorii.

Z siłowni na półki sklepowe

Kreatyna należy do najlepiej przebadanych składników stosowanych w żywieniu sportowym. Przegląd opublikowany w Journal of the International Society of Sports Nutrition wskazuje, że istnieje już ponad 1000 recenzowanych prac naukowych dotyczących monohydratu kreatyny [6]. Analiza bezpieczeństwa z 2025 r., obejmująca dane z 685 badań klinicznych, nie wykazała istotnych różnic w częstości zgłaszanych działań niepożądanych między kreatyną a placebo [7]. W Unii Europejskiej kreatyna ma dwa autoryzowane oświadczenia zdrowotne. Pierwsze, ujęte w Rozporządzeniu Komisji (UE) nr 432/2012, mówi, że kreatyna zwiększa wydolność fizyczną w przypadku następujących po sobie krótkich, bardzo intensywnych ćwiczeń. Warunkiem stosowania tego oświadczenia jest dzienne spożycie 3 g kreatyny przez osoby dorosłe wykonujące intensywny wysiłek fizyczny [8].

Drugie oświadczenie, wprowadzone Rozporządzeniem Wykonawczym Komisji (UE) 2017/672, dotyczy osób powyżej 55. roku życia. Zgodnie z nim codzienne spożycie kreatyny może zwiększać wpływ treningu oporowego na siłę mięśni. Warunkiem jest spożycie 3 g kreatyny dziennie oraz wykonywanie treningu oporowego co najmniej trzy razy w tygodniu, przez kilka tygodni, z intensywnością 65–75% maksymalnego obciążenia jednego powtórzenia [9].

Jednocześnie badania nad kreatyną wychodzą poza klasyczny obszar sportu. W 2024 r. w Scientific Reports opublikowano badanie, w którym oceniano wpływ pojedynczej dawki 0,35 g/kg masy ciała na metabolizm wysokoenergetycznych fosforanów w mózgu oraz funkcje poznawcze podczas 21 godzin deprywacji snu. Autorzy wykazali, że taka dawka kreatyny częściowo ograniczała pogorszenie funkcji poznawczych w tych warunkach, a efekt był widoczny kilka godzin po podaniu [10]. To interesujący kierunek badań, choć wymaga ostrożnej interpretacji. Wyniki dotyczą wysokiej, jednorazowej dawki i specyficznego modelu deprywacji snu, dlatego nie powinny być automatycznie przekładane na codzienną suplementację w populacji ogólnej.

Coraz częściej kreatyna pojawia się też w kontekście zdrowego starzenia. Sarkopenia dotyka 8–13% osób powyżej 60. roku życia, a wśród mieszkańców placówek opieki długoterminowej jej częstość może sięgać nawet 85% [11]. Masa mięśniowa zmniejsza się średnio o około 0,45% rocznie w wieku średnim, a od siódmej dekady życia tempo utraty przyspiesza do niemal 1% rocznie.

Metaanaliza z 2017 r., obejmująca 22 randomizowane badania kliniczne i 721 osób starszych, wykazała, że kreatyna stosowana razem z treningiem oporowym zwiększała masę beztłuszczową średnio o 1,37 kg więcej niż sam trening [12]. W badaniu z 2015 r. u kobiet po menopauzie połączenie kreatyny z treningiem oporowym wiązało się także z mniejszą utratą gęstości mineralnej kości w obrębie szyjki kości udowej w porównaniu z placebo [13]. Zdrowie kobiet było najszybciej rozwijającym się obszarem zastosowań w ostatnich dwóch latach.

Najświeższym tematem jest zachowanie masy mięśniowej u osób stosujących leki z grupy agonistów receptora peptydu glukagonopodobnego 1 (GLP-1). Badanie STEP 1 z udziałem semaglutydu raz w tygodniu odnotowało średnią całkowitą redukcję masy ciała o około 15% w ciągu 68 tygodni [14]. W analizie składu ciała w badaniu SURMOUNT-1, obejmującej uczestników leczonych tirzepatydem, około 75% utraconej masy ciała stanowiła tkanka tłuszczowa, a około 25% masa beztłuszczowa [15].

Taki udział utraty masy beztłuszczowej nie jest zaskakujący i wpisuje się w inne modele redukcji masy ciała. Różnica polega jednak na skali i tempie chudnięcia obserwowanym przy nowoczesnych terapiach inkretynowych. Z tego względu strategie wspierania masy mięśniowej obejmujące trening oporowy, odpowiednią podaż białka i potencjalnie kreatynę zyskują na znaczeniu.

To właśnie podstawowa nauka o mięśniach, sformalizowana w dwóch autoryzowanych unijnych oświadczeniach zdrowotnych [8, 9], oraz rosnące dane dotyczące działania kreatyny na mózg, napędzają wzrost popytu i innowacji na rynku kreatyny.

To kluczowe połączenie solidnej bazy naukowej, autoryzowanych oświadczeń zdrowotnych w Unii Europejskiej [8, 9] oraz rosnącego zainteresowania nowymi zastosowaniami sprawia, że kreatyna stała się jednym z najważniejszych składników rynku suplementów i żywności funkcjonalnej. Wraz z tym wzrostem rośnie jednak odpowiedzialność producentów. Przy nowych grupach konsumentów i nowych formatach produktów jakość surowca nie może być traktowana jako detal.

Chemiczne podstawy czystości

Opinia bezpieczeństwa EFSA z 2004 roku, dotycząca dawki 3 g dziennie dla osób zdrowych, opiera się na kreatynie o wysokiej czystości (99,5%) [16].

Monohydrat kreatyny jest produkowany przemysłowo na drodze syntezy chemicznej. Nie istnieje naturalne źródło, nie ma komercyjnej metody fermentacyjnej, a tym samym nie ma możliwości wytworzenia „organicznej” kreatyny

Główna metoda produkcji wykorzystuje sarkozynian sodu lub potasu reagujący z cyjanamidem, a następnie krystalizację, mycie i suszenie [17]. Ten szlak chemiczny jest podobny niezależnie od miejsca produkcji. O jakości końcowej decydują więc przede wszystkim:

  • czystość materiałów wyjściowych,
  • kontrola warunków reakcji,
  • warunki przechowywania.

To właśnie na tych etapach mogą pojawić się trzy charaktery-styczne zanieczyszczenia: dicyjandiamid, dihydro-1,3,5-triazyna oraz kreatynina.

Dicyjandiamid oznaczany jako DCD, powstaje w wyniku dimeryzacji cyjanamidu, czyli jednego z surowców wykorzystywanych w syntezie kreatyny. W praktyce oznacza to, że zanieczyszczenie pojawia się wtedy, gdy cyjanamid reaguje sam ze sobą zamiast z sarkozynianem. Podwyższony poziom DCD może świadczyć o niższej jakości materiałów wyjściowych lub niedostatecznej kontroli procesu. EFSA przyjmuje dla DCD limit £50 mg/kg [16].

Dihydro-1,3,5-triazyna oznaczana jako DHT, jest kolejnym produktem ubocznym charakterystycznym dla szlaku cyjanamid–sarkozynian. Jej obecność może wskazywać na nieoptymalną kontrolę temperatury lub pH podczas syntezy albo niewystarczające oczyszczanie końcowe. Ze względu na ograniczone dane dotyczące przewlekłego narażenia dietetycznego EFSA przyjmuje tu podejście szczególnie ostrożne: DHT powinna być niewykrywalna przy granicy wykrywalności metody wynoszącej 4,5 mg/kg [16].

Kreatynina ma inny charakter. Jest produktem rozpadu kreatyny i występuje fizjologicznie w organizmie człowieka, gdzie jest wykorzystywana klinicznie jako marker funkcji nerek. W kontekście jakości surowca jej obecność jest jednak istotna technologicznie. Zwiększona zawartość kreatyniny oznacza, że część kreatyny uległa degradacji, a rzeczywista zawartość aktywnego składnika może być niższa od deklarowanej. Podwyższony poziom kreatyniny może świadczyć o degradacji kreatyny podczas produkcji albo przechowywania, szczególnie w podwyższonej temperaturze lub wilgotności. Limit EFSA dla kreatyniny wynosi £100 mg/kg [16].

Ten sam mechanizm – rozpad kreatyny do kreatyniny pod wpływem wody, ciepła lub kwaśnego środowiska – ma szczególne znaczenie przy nowych formatach produktów. Żelki, napoje RTD, żele czy wzbo-gacane jogurty są dla kreatyny znacznie trudniejszym środowiskiem niż suchy proszek. W takich produktach część składnika może ulec degradacji już podczas produkcji albo w trakcie przechowywania.

EFSA określa również limity dla metali ciężkich: łącznie £10 mg/kg, przy czym arsen, kadm, rtęć i ołów nie powinny przekraczać 1 mg/kg każdy [16]. Podobne podejście jakościowe pojawia się w monografii USP oraz monografii Health Canada NNHPD [18, 19].

Warto przy tym pamiętać, że limity EFSA są punktem wyjścia, a nie definicją surowca najwyższej jakości. Dostawcy premium zwy-kle deklarują wyniki znacznie poniżej tych wartości i potwierdzają je dla każdej partii. Sama deklaracja nie wystarcza jednak, jeśli nie wiadomo, jaką metodą wykonano badanie.

To szczególnie ważne przy interpretacji certyfikatów analizy. Informacja „nie wykryto” nie zawsze znaczy to samo. Jej wartość zależy od czułości metody, granicy wykrywalności, granicy oznaczalności i sposobu raportowania wyniku. Słabsza metoda może uczciwie wskazać „nie wykryto”, a jednocześnie nie wykluczyć obecności zanieczyszczeń na poziomie ważnym z perspektywy jakości.

Za referencyjną metodę oznaczania organicznych zanieczyszczeń kreatyny uznaje się kationowymienną chromatografię jonową z detekcją UV, opisaną przez Pischela i Gastnera [17]. W przypadku metali ciężkich standardem jest ICP-MS. Wiarygodny certyfikat analizy powinien więc zawierać nie tylko końcową deklarację zgodności, ale także nazwę metody, granicę wykrywalności, granicę oznaczalności i rzeczywisty wynik liczbowy.

Czy branża kreatynowa ma problem jakościowy?

Problemy z jakością kreatyny nie są nowe. Już badanie komercyjnych suplementów kreatynowych opublikowane w 2011 r. wykazało, że 44% próbek przekraczało limit EFSA dla kreatyniny, a około 15% nie spełniało wymagań dotyczących DHT lub DCD [20].

Dziś temat wraca z większą siłą, bo kreatyna coraz częściej trafia do trudniejszych technologicznie formatów. Szczególnie wyraźnie widać to na przykładzie żelek kreatynowych. Kreatyna rozkłada się do kreatyniny w środowisku wodnym, kwaśnym i w podwyższonej temperaturze. Jeśli formulator nie uwzględni tej reakcji, gotowy produkt może zawierać znacznie mniej kreatyny, niż wynika z deklaracji na etykiecie.

W 2024 r. NOW Foods przebadał 12 marek żelek kreatynowych. Sześć z nich nie spełniło deklaracji z etykiety, a niższej zawartości kreatyny towarzyszyła mierzalna ilość kreatyniny [21]. W 2025 r. SuppCo przebadało sześć bestsellerowych żelek kreatynowych z Amazon w laboratoriach akredytowanych zgodnie z ISO/IEC 17025. W czterech próbkach nie wykryto kreatyny [22]. W tym samym roku testy zlecone Eurofins, obejmujące dziewięć marek, wykazały sześć niezgodności, w tym jeden przypadek budzący wątpliwości co do autentyczności certyfikatu analizy [23]. Z kolei brazylijska ABENUTRI przebadała w 2024 r. 88 ma-rek kreatyny; 18 nie spełniało wymagań zgodności, a 10 nie zawierało wykrywalnej kreatyny [24].

Chemia stojąca za tymi wynikami jest dobrze znana. W produkcji żelek żelatynowych temperatura może osiągać 60–95°C. W systemach pektynowych, zwłaszcza z udziałem kwasów organicznych, bywa jeszcze wyższa. Produkt zaprojektowany na 1,5 g kreatyny w porcji może więc zawierać mniej składnika już po zakończeniu procesu technologicznego, a dalsze straty mogą pojawić się w okresie przechowywania.

Dla producentów oznacza to dwie rzeczy.

Po pierwsze, dane stabilności muszą dotyczyć konkretnego produktu, a nie tylko kreatyny w proszku. Inaczej zachowa się kreatyna w suchej mieszance, inaczej w kwaśnym żelu, napoju RTD czy chłodzonym deserze. Szczególnej uwagi wymagają matryce wodne, kwaśne, poddawane obróbce cieplnej i przeznaczone do długiego przechowywania.

Po drugie, sama obecność kreatyny w recepturze nie wystarcza. Potrzebna jest metoda analityczna zwalidowana dla danej matrycy. NOW poinformował, że nie zdołał znaleźć niezależnego laboratorium dysponującego zwalidowaną metodą badania żelek, co podkreśla, że zdolność analityczna stanowi integralny element infrastruktury jakości.

Pogłębiająca się przepaść jakościowa

Rynek kreatyny coraz wyraźniej dzieli się na dwa segmenty. Pierwszy to surowce masowe, w których głównym kryterium pozostaje cena. Drugi to surowce premium, oparte na pełnej dokumentacji jakości, identyfikowalności partii i możliwości niezależnej weryfikacji analitycznej.

Ten podział nie przebiega według kraju pochodzenia. Nie rozstrzyga go też sama deklaracja czystości. Kluczowe jest to, czy producent potrafi udokumentować jakość konkretnej partii i czy kupujący może tę jakość sprawdzić przed wprowadzeniem surowca na linię produkcyjną.

Wraz z rosnącym popytem zwiększano moce produkcyjne monohydratu kreatyny. W efekcie część rynku zaczęła funkcjonować jak typowy segment commodity: duże wolumeny, presja cenowa, pośrednicy i specyfikacje, które nie zawsze są szczegółowo potwierdzane dla każdej partii.

Nie oznacza to, że kreatyna z tego segmentu z definicji nie spełnia wymagań. Część partii spełnia specyfikacje EFSA i USP. Problemem jest raczej zmienność jakości oraz ograniczona możliwość jej weryfikacji przed zakupem.

Równolegle rozwija się segment kreatyny określanej jako „ultra-czysta”. W praktyce nie chodzi wyłącznie o wyższą deklarowaną czystość, ale o pełny system kontroli: znane pochodzenie składnika, identyfikowalność od syntezy po dostawę, certyfikat analizy dla każdej partii, wskazanie metody analitycznej, wartości LOD i LOQ oraz wyniki ilościowe. Dodatkowe znaczenie mają certyfikaty bezpieczeństwa żywności, takie jak FSSC 22000 lub systemy równoważne. W zastosowaniach sportowych dochodzi jeszcze certyfikacja antydopingowa na poziomie składnika.

Oba segmenty mogą dostarczać produkty bezpieczne i skuteczne. Różnica polega na poziomie kontroli. W przypadku produktów o wyższym profilu odpowiedzialności – takich jak żywność głównego nurtu, sport wyczynowy, zdrowe starzenie, długoterminowa suplementacja czy żywienie osób korzystających z terapii redukcji masy ciała – możliwość weryfikacji jakości zaczyna ważyć więcej niż sama różnica w cenie surowca.

Nie chodzi więc o prosty podział na „dobrą” i „złą” kreatynę. Chodzi o świadomość, w którym segmencie rynku działa producent i ile odpowiedzialności za kontrolę jakości musi wziąć na siebie.

Co powinien sprawdzić kupujący?

Dla formulatora, kierownika jakości czy osoby odpowiedzialnej za zakup surowca kluczowa jest dokumentacja. Nie taka, która jedynie potwierdza zgodność z deklaracją, ale taka, która pozwala realnie ocenić jakość partii.

Punktem wyjścia powinna być specyfikacja odnosząca się co najmniej do opinii EFSA z 2004 r. oraz monografii USP. Wyniki powinny być przedstawione ilościowo, a nie wyłącznie jako „zgodne” albo „nie wykryto”.

Certyfikat analizy powinien być dostępny dla każdej partii. Powinien zawierać informację o zastosowanej metodzie analitycznej, rzeczywiste wartości liczbowe oraz granice wykrywalności i oznaczalności. W przypadku zanieczyszczeń organicznych należy oczekiwać metod chromatograficznych, a w przypadku metali ciężkich – ICP-MS lub metody równoważnej.

W produktach innych niż proszek konieczne są dane stabilności dla konkretnej matrycy. Dotyczy to przede wszystkim żelek, napojów RTD, żeli, deserów chłodzonych i produktów kwaśnych. Wyniki dla suchego proszku nie mówią wystarczająco dużo o tym, jak kreatyna zachowa się w produkcie wodnym, kwaśnym albo poddanym obróbce cieplnej.

W produktach przeznaczonych dla sportowców wyczynowych lub wszędzie tam, gdzie istnieje ryzyko naruszenia przepisów anty-dopingowych, warto wymagać certyfikacji na poziomie składnika, a nie wyłącznie gotowego produktu. Przykładami takich systemów są Informed Sport, Cologne List, NSF Certified for Sport czy BSCG. Znaczenie ma również audyt dostawcy. Powinien obejmować zakład produkcyjny, a nie tylko firmę handlową wystawiającą fakturę. Im dłuższy łańcuch pośredników, tym ważniejsza staje się identyfikowalność partii.

Kreatyna to jeden z najlepiej przebadanych składników. Jej kolejna faza rozwoju – obejmująca żywność funkcjonalną, zdrowe starzenie, zdrowie kobiet, żywienie wspierające zachowanie masy mięśniowej oraz badania nad funkcjami poznawczymi – będzie zależeć nie tylko od skuteczności, ale także od zaufania do jakości. Im dalej kreatyna wychodzi poza specjalistyczny rynek sportowy, tym ważniejsze staje się pytanie nie tylko o to, ile kreatyny widnieje na etykiecie, lecz także o to, czy deklarowana zawartość i czystość zostały rzeczywiście potwierdzone.

Dodatkowe informacje

Artykuł został opublikowany w kwartalniku „Świat Przemysłu Farmaceutycznego”, nr 2/2026.

Autorzy

  • Natalia Kądziela

    Business Development Manager
  • Nathan Gray

    Technical Marketing Manager
farmacom__logo
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.