Farmazony w farmacji. Dziwaczne definicje i pojęcia, komplikujące technologię tabletkowania.

Matematyka – królową nauk! Tak się powszechnie uważa, ale w farmacji obserwuje się tendencje próbujące ją zdetronizować. Podobnie dzieje się z fizyką, gdy jej pryncypia są lekceważone. Stąd ten wymowny, choć niezbyt przyjaźnie brzmiący tytuł. Artykuł dotyczy tylko technologii tabletkowania, w aspekcie wyłącznie matematyczno – fizycznym, a najkrócej: mechanicznym.

Puśćmy wodze fantazji. Oto, podczas intensywnych podróży naukowych wkraczamy w kraj ludzi inteligentnych, wykształconych, przewyższających nas poziomem wiedzy w kilku dziedzinach, ale... No właśnie! Mają oni nieco dziwną matematykę. Na pozór wszystko jest tak jak w całej powszechnie nam panującej królowej nauk, lecz z jednym wyjątkiem. Otóż u nich dwa plus dwa, to jest pięć.
Zdumieni, wdajemy się w rozmowę:
- Czy wiecie, że równanie to nie jest prawdziwe?
- Tak, wiemy!
- To dlaczego je stosujecie i powielacie?
- Bo ktoś tak wyliczył i się u nas przyjęło. Taka tradycja...

Jest rok 1970...
Dwaj angielscy naukowcy, badający substancje przeznaczone do tabletkowania, bodajże laktozy, publikują wzór (rys. 1) na obliczanie...
No właśnie! Czego? Prawdopodobnie - naprężeń panujących w tabletce. Pytanie nie jest bezzasadne, gdyż w fizyce od dawna wiadomo jak liczy się naprężenia tzw. normalne (rys. 2), a jak – styczne. Normalne oznaczane są jako „sigma”, styczne zaś, tu nie pokazane, – jako „tau”. Naukowcy posłużyli się oznaczeniem „sigma”, ale to co umieścili po prawej stronie znaku równości, w żaden sposób nie oznacza naprężeń normalnych. Jest jakby pomyleniem pojęć: stosunkiem dwóch sił kruszących tabletkę do jej powierzchni bocznej. Jeżeli to nie jest „autopomyłka”, albo drukarski chochlik, to chyba tylko chęć wyróżnienia się, czyli zasłynięcia w branży.

Co się zresztą udało, przypuszczalnie dlatego, że jeden z panów nosi bardzo znane nazwisko: Newton. Nie jest rzeczą autora wnikanie w genezę lub przyczyny popularności tego równania, a jedynie uprzejme zwrócenie uwagi, że jest ono fałszywe. Najzwyczajniej, nie ma sensu wyliczanie naprężeń „po swojemu”, gdy fizycy zrobili to już dawno i zrobili to dobrze. Co prawda, różnica między naprężeniem fizycznym a „farmaceutycznym” jest łatwa do skorygowania, ale jednak ów słynny „wzór Newtona” powinien jak najszybciej zniknąć z wszelkich opracowań.

Zobaczmy przy okazji (rys. 3, wykresy 5 i 6 oraz 11 i 12), że owo dziwnie użyte 2/π nie wprowadza do wykresów nowego porządku, a jedynie przesuwa w je dół. Inna rzecz, że obecny sposób liczenia naprężeń, jaki by on nie był, nie eliminuje wpływu średnicy. Tabletki małe mają relatywnie wyższe naprężenia i jest to zasada powszechna wśród rozpatrywanych przypadków.